Jak nauczyciel może reagować na telefon w trakcie zajęć

Jak w szkole wspierać dzieci, które regulują się ekranem – zamiast z…

Jak w szkole wspierać dzieci, które regulują się ekranem – zamiast z nimi walczyć

Autor: Izabela Cierzyńska
trenerka Treningu Umiejętności Społecznych (TUS), bajkoterapeutka, mentorka nauczycieli
założycielka Malowany Kot

 

Zanim zaczniemy mówić o telefonach, zatrzymajmy się na chwilę

Wielu nauczycieli przychodzi na zajęcia TUS z jasnym założeniem:
tu będziemy uczyć relacji, rozmowy, współpracy.

I bardzo często już w pierwszych minutach zderza się z rzeczywistością:

  • dziecko zerka w telefon,

  • trzyma go w kieszeni „na czuwaniu”,

  • nie potrafi się odkleić,

  • reaguje złością albo wycofaniem, gdy prosimy o odłożenie.

Wtedy w głowie dorosłego pojawiają się pytania:

  • „Jak mam prowadzić TUS, skoro on cały czas jest w telefonie?”

  • „Czy ja robię coś źle?”

  • „Czy powinnam być bardziej stanowcza?”

I tu chcę powiedzieć bardzo wyraźnie:
telefon na zajęciach TUS nie jest porażką nauczyciela.

Jest informacją.
O dziecku. O jego napięciu. O tym, z czym przyszło do grupy.

Telefon w szkole to nie problem wychowawczy. To sygnał regulacyjny.

W pracy z dziećmi:

  • wykluczanymi,

  • odrzucanymi rówieśniczo,

  • nadwrażliwymi,

  • impulsywnymi,

  • przeciążonymi szkołą, bardzo rzadko telefon jest „fanaberią”.

Częściej jest:

  • sposobem odcięcia się od bodźców,

  • ochroną przed lękiem społecznym,

  • ucieczką od poczucia bycia gorszym,

  • jedynym miejscem, gdzie dziecko wie, co robić.

Dlatego kiedy na TUS mówimy po prostu:

„Odłóż telefon”

a w zamian nie dajemy nic, co pomoże dziecku się uregulować,
to konflikt jest niemal pewny.

Bo zabieramy jedyny znany regulator.

TUS zaczyna się od regulacji, nie od rozmowy

To jeden z najczęstszych błędów w szkole:
chcemy „od razu rozmawiać”, „od razu pracować społecznie”.

Tymczasem dziecko, które przyszło:

  • pobudzone,

  • zalane bodźcami,

  • po przerwie pełnej hałasu,

  • po lekcjach, na których „znowu sobie nie poradziło”, nie jest gotowe na relację.

Najpierw musi poczuć się bezpiecznie w ciele.

Co może zrobić nauczyciel na zajęciach TUS? (praktyka szkolna)

 

W szkolnej codzienności bardzo łatwo wpaść w myślenie, że telefon na zajęciach TUS to brak szacunku albo prowokacja. Że dziecko „nie chce współpracować”, „ignoruje polecenia”, „sprawdza granice”. A wtedy napięcie rośnie po obu stronach, głos staje się ostrzejszy, a ekran zaczyna symbolizować walkę o autorytet. Tymczasem w pracy TUS ogromnie pomaga zmiana jednego, bardzo prostego zdania w głowie nauczyciela. Zamiast myśleć: „on mnie ignoruje”, warto spróbować zobaczyć: „to dziecko jeszcze nie ma innej strategii regulacji”. Ta zmiana nie jest teoretyczna. Ona natychmiast wpływa na ton głosu, tempo reakcji i decyzje podejmowane w trakcie zajęć. I co najważniejsze – dzieci to czują szybciej, niż zdążymy to nazwać.

W realiach szkoły znacznie skuteczniejsza od tłumaczeń okazuje się powtarzalność. Zajęcia TUS bardzo uspokaja stały rytuał początku, zawsze taki sam. To samo miejsce odkładania telefonów, ten sam gest, ta sama kolejność działań. Bez długich komentarzy, bez tłumaczenia przy całej grupie, bez codziennego ustalania zasad od nowa. Rytuał robi coś, czego nie zrobi żadna rozmowa w emocjach – obniża napięcie, daje przewidywalność i zmniejsza potrzebę testowania granic. Dziecko, które wie, co za chwilę się wydarzy, nie musi walczyć o kontrolę.

O powodzeniu zajęć bardzo często decydują pierwsze minuty. Jeśli po odłożeniu telefonu oczekujemy, że dzieci od razu usiądą w kręgu, będą mówić o emocjach, skupią się i nawiążą kontakt, to w wielu przypadkach efekt jest odwrotny. Dziecko zamyka się, zaczyna prowokować albo mentalnie wraca do ekranu. Dlatego w TUS tak ważne jest, by zaczynać od działania, a nie od mówienia. Sprawdza się wszystko, co angażuje ciało, zajmuje ręce i nie wymaga kontaktu wzrokowego ani wypowiedzi: krótki ruch, prosta aktywność manualna, rysowanie bez tematu, sortowanie kart. To nie są zapychacze. To jest most regulacyjny, bez którego praca społeczna po prostu się nie zacznie.

Zdarza się, że mimo struktury dziecko nadal zerka na telefon albo próbuje po niego sięgnąć. I właśnie wtedy najważniejsze jest zatrzymanie się, a nie eskalacja. Zrobienie z tego walki o autorytet bardzo szybko zamyka relację. Czasem wystarczy spokojne, neutralne zdanie: „Widzę, że dziś trudno Ci bez telefonu. Zróbmy coś, co pomoże Twojemu ciału”. Bez ironii, bez zawstydzania, bez komentarzy przy grupie. To nie jest pobłażanie. To jest modelowanie umiejętności społecznych, których właśnie uczymy.

Warto też pamiętać, że dzieci przychodzące na zajęcia TUS bardzo często są już po intensywnych treściach – krótkich filmach, szybkim montażu, krzyku, bodźcach bez naturalnego końca. Ich układ nerwowy jest pobudzony, szuka kolejnej nagrody i nie toleruje ciszy ani nudy. Dlatego na TUS krótsze instrukcje działają lepiej niż długie wyjaśnienia, podział zadań na etapy pomaga utrzymać uwagę, zmiana formy obniża frustrację, a przerwy regulacyjne przestają być dodatkiem, a stają się koniecznością. To nie jest obniżanie wymagań. To jest realna praca z tym, z czym dziecko naprawdę przychodzi dziś do szkoły.

I wiem, że to wszystko potrafi frustrować. Wiem, że bywa męczące i że czasem pojawia się myśl, że „kiedyś było łatwiej”. Ale świat się zmienił. Dzieci się zmieniły. Źródła regulacji się zmieniły. I jeśli chcemy, żeby Trening Umiejętności Społecznych naprawdę działał, nie wystarczy robić tego samego głośniej, ostrzej albo bardziej stanowczo. Potrzebujemy innych działań. Takich, które pasują do dzieci, z którymi naprawdę pracujemy. Takich, które działają dziś. Telefon na zajęciach TUS nie oznacza, że robisz coś źle. Oznacza, że pracujesz z dziećmi, które naprawdę potrzebują wsparcia. A TUS właśnie po to jest – żeby to wsparcie było mądre, spokojne i skuteczne, nawet w świecie, który bardzo się zmienił.

Co realnie pomaga nauczycielowi na zajęciach TUS, gdy telefon wraca jak bumerang

 

W szkolnej rzeczywistości nie mamy luksusu długich rozmów ani idealnych warunków.
Mamy dzwonki, plan lekcji, zmęczenie dzieci i własne przeciążenie.

Dlatego w pracy na zajęciach TUS najskuteczniejsze okazują się proste, powtarzalne działania, które nie wymagają dodatkowej energii od nauczyciela, a realnie regulują dzieci.

Bardzo często zaczynam od kilku minut cichej aktywności manualnej.
Bez rozmowy. Bez ocen. Bez „kto pierwszy skończył”.
Plastelina, rysowanie bez tematu, układanie kart, sortowanie elementów.
To nie jest zapychacz. To jest moment przejścia z przerwy do zajęć.

Kiedy ciało trochę zwalnia, pojawia się miejsce na sprawdzenie stanu grupy.
Nie pytam: „Jak się czujesz?”, bo to bywa za trudne.
Wystarczy kolor, karta, liczba, gest.
Jedno pytanie:
„Jak bardzo dziś jesteś rozkręcony?”

Dla nauczyciela to sygnał, z jakim zespołem dziś pracuje.
Czy to dzień na rozmowę, czy dzień na działanie.
Czy tempo trzeba zwolnić, czy skrócić instrukcje.

Dopiero później — często indywidualnie, bez widowni — pojawia się temat telefonu.
Nie jako zakaz, ale jako ciekawość:
„Widzę, że telefon Ci pomaga. Co jeszcze, chociaż trochę, działa?”

I właśnie w tym momencie dzieje się prawdziwy Trening Umiejętności Społecznych.
Nie w odebraniu telefonu.
Tylko w budowaniu innych strategii, które dziecko może zabrać ze sobą dalej — do klasy, na przerwę, do domu.

Jedna rzecz, o której nauczyciele słyszą zbyt rzadko

Twoje napięcie widać szybciej niż Twoje słowa.

Jeśli wchodzisz w zajęcia:

  • spięta,

  • zmęczona,

  • z poczuciem „znowu będę walczyć”,

dzieci to odbiorą natychmiast.
I będą reagować dokładnie z tego poziomu.

Czasem największym wsparciem, jakie możesz dać grupie, nie jest kolejne narzędzie, tylko:

  • spokojny ton,

  • jasne, powtarzalne ramy,

  • zgoda na proces,

  • odejście od presji, że „musi wyjść”.

To nie jest rezygnacja z pracy.
To jest świadome prowadzenie grupy w realnych warunkach szkolnych.

Na zakończenie – bardzo po nauczycielsku

Wiem, że telefon na zajęciach TUS potrafi frustrować.
Wiem, że bywa męczący.
Wiem, że czasem myślisz: „Kiedyś było łatwiej”.

Ale prawda jest taka, że świat się zmienił.
Dzieci się zmieniły.
Źródła regulacji się zmieniły.

I dziś nie wystarczy robić tego samego:

  • głośniej,

  • ostrzej,

  • bardziej stanowczo.

Dziś potrzebujemy innych działań.
Takich, które pasują do dzieci, z którymi naprawdę pracujemy.
Takich, które działają w klasie, a nie tylko w teorii.

Telefon na zajęciach TUS nie oznacza, że jesteś słabym nauczycielem.
Oznacza, że pracujesz z dziećmi, które naprawdę potrzebują wsparcia.

A TUS właśnie po to jest.
Żeby pomóc im zbudować kompetencje społeczne na miarę dzisiejszego świata — spokojnie, krok po kroku, w relacji.

I tego, moim zdaniem, najbardziej dziś potrzebuje szkoła.

Sekcja FAQ 

Czy telefon powinien być zakazany na zajęciach TUS?
Nie. W treningu umiejętności społecznych telefon traktuje się jako sygnał regulacyjny dziecka, a nie problem wychowawczy. Kluczowe jest uczenie innych strategii regulacji.

Jak nauczyciel może reagować, gdy dziecko ciągle sięga po telefon?
Najskuteczniejsze są stałe rytuały, aktywności regulujące na początku zajęć oraz spokojne komunikaty bez zawstydzania.

Czy TUS pomaga dzieciom uzależnionym od telefonu?
TUS nie leczy uzależnień, ale skutecznie uczy samoregulacji, wytrwałości i relacji – kompetencji, które zmniejszają nadmierne korzystanie z ekranów.